Anna wyszła z zatęchłego biura przedsiębiorcy, który od dwóch lat piastował funkcję przewodniczącego rady miejskiej. Miała w teczce dokumenty, które pogrążyć mogły panią prezydent miasta i szefa wydziału nieruchomości urzędu miejskiego. Papiery te również pogrążyłyby posła Jana Michalika, gdyby ten żył. Niestety kilka miesięcy temu został zastrzelony, a mordercy do tej pory nie udało się schwytać.
Teczkę trzymała pod pachą. Wiedziała, że to materiał, za który pewni ludzie w mieście oddaliby wiele. Ona mogła go spożytkować tylko w jeden sposób: ujawnić. Była dziennikarką i to był jej obowiązek. Za obowiązek wzięła sobie także ujawnić kulisy śmierci parlamentarzysty. Wiedziała, że prędzej czy później odkryje prawdę. Była kobietą pełną determinacji i wewnętrznej siły, której życie zdominowane było przez poszukiwanie prawdy i sprawiedliwości. Jej przeszłość naznaczona była bolesnymi doświadczeniami, co uczyniło ją odporną i nieco wycofaną. Strata bliskich, szczególnie Piotra, oraz traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa sprawiły, że Anna zbudowała wokół siebie mur, który chronił ją przed kolejnymi zranieniami, ale też utrudniał nawiązywanie głębszych relacji z innymi ludźmi.
Piotr był strażakiem, w którym się zakochała, mimo że ten miał żonę i dziecko. Skończył tragicznie, w samochodzie, w którym się zaczadził. Dlaczego? Tego Anna nie mogła pojąć. Za tą zagadką również goniła.
Teraz jednak najważniejsze było to, aby teczkę z dokumentami zawieźć bezpiecznie do domu. Nie chciała tych papierów trzymać w redakcji. Uważała, że bezpieczne będą tylko u niej.
Samochód zaparkowała na podwórku za kamienicą. Ta od strony ulicy prezentowała się dostojnie. Została odremontowana chyba rok temu, o czym wszem i wobec wieściła prezydentka. Za to zaplecze… Krótko mówiąc, było obskurne. Anna przyznała sama przed sobą, że nieco obawia się iść przez to podwórko. A strach był jej zwykle obcy.
Na ławce przy wiacie śmietnikowej siedział mężczyzna. „Żul” – pomyślała dziennikarka. Skulona postać odezwała się.
– Kierowniczko, masz może papierosa?
– Nie, przykro mi, nie palę.
Żul wstał i podszedł do niej na tyle blisko, że Anna znów poczuła obawę. Cofnęła się o dwa kroki. Mężczyzna zrobił krok do przodu i wyciągnął rękę w stronę teczki. Światło z okien oświetliło teraz jego twarz. To nie był żul. Kobieta odskoczyła jak oparzona i pobiegła do auta. Mężczyzna ruszył za nią.
Po drodze nacisnęła guzik, który otwierał drzwi samochodu. Wskoczyła na siedzenie kierowcy i zamknęła wszystkie drzwi jednym przyciskiem. Dzięki Bogu za te udogodnienia w nowych pojazdach. Gdyby miała celować kluczykiem do zamka, trochę by jej zajęło.
Mężczyzna, którego wzięła za żula, dopadł do auta i próbował je otworzyć. Anna odpaliła silnik i ruszyła. Zorientowała się, że ten niby żul wsiada do innego samochodu i rusza. W pościg. Dziennikarka spanikowała. Uznała na szybko, że może podjechać pod swój blok, tam jest jasno jak w dzień i ścigający ją mężczyzna odpuści.
Tak zrobiła. Zaparkowała tuż przed swoją bramą i rozejrzała się czujnie. Jeszcze przed chwilą niby żul jechał za nią. Teraz nie było go nigdzie widać. Wysiadła z pojazdu i znów rozejrzała się. Ani widu ani słychu ścigającego ją faceta.
Wbiegła do bramy i pobiegła na swoje piętro. Ręce jej się trzęsły, gdy otwierała drzwi. Weszła i zamknęła za sobą wszystkie zamki, choć zwykle korzystała z jednego.
„I co teraz?” – myślała gorączkowo. Nie miała do kogo się zwrócić. Redaktorowi naczelnemu nie chciała opowiadać o dokumentach, które zdobyła. Przynajmniej nie teraz. Nikogo bliskiego, kto zrozumiałby całą sprawę, nie miała. Przyjaciółka Aneta na pewno bardzo przejęłaby się tym niby żulem i kazałaby jej zgłosić się na policję. Problem w tym, że policja też według ustaleń Anny była skorumpowana.
Postanowiła położyć się do łóżka i przed snem przemyśleć sprawę. Nie spodziewała się, że tak szybko zaśnie.
Anna z jednej strony niezłomna i zdecydowana, a z drugiej – targana emocjami i tęsknotą za miłością oraz spokojem, których nigdy nie była w stanie osiągnąć. Jej wnikliwy umysł i analityczne podejście do otaczającego świata sprawiają, że doskonale radzi sobie jako śledcza, potrafiąc dostrzec najmniejsze szczegóły i połączyć fakty w logiczną całość. Jest wytrwała w dążeniu do celu, nawet jeśli wymaga to poświęceń i narażenia się na niebezpieczeństwo. Jednocześnie Anna jest osobą etyczną, dla której prawda i uczciwość mają fundamentalne znaczenie. Jej poczucie sprawiedliwości jest niemal obsesyjne, co prowadzi ją do konfrontacji z potężnymi siłami, choć wie, że wchodząc na tę ścieżkę, ryzykuje własnym życiem i szczęściem.
Pierwszy raz tropiła taką aferę. Chodziło o sprzedaż za bezcen działek, o ustawianie przetargów, a nawet o handel narkotykami. I to wszystko miało się odbywać pod okiem m.in. prezydentki! A także świętej pamięci posła.
Dokumenty obciążające miejski establishment przekazał Annie przewodniczący rady miejskiej wywodzący się z koalicji rządzącej, wspierającej panią prezydent. Starszy już wiekiem Edmund Szymkowiak, były nauczyciel, a teraz przedsiębiorca, był chyba zbyt uczciwy na paranie się polityką, nawet tą lokalną. Korupcja i narkotyki to było coś, co nie mieściło mu się w głowie.
Annie też się nie mieściło. Gdy odkryła, że afera jest na taką skalę, postanowiła działać w ukryciu. Nawet Anecie nie powiedziała o swoich działaniach, tym bardziej kolegom z redakcji. Długo trwało, zanim udało jej się ustalić, że Szymkowiak wszystko, a może raczej: większość, wie. Długo też zajęło jej dotarcie do niego i przekonanie go o słuszności ujawnienia dokumentów.
Udało się i wczoraj właśnie zdobyła papiery i została zastraszona przez obcego mężczyznę. Dziś wstała niewyspana, bo całą noc się wierciła. Uznała, że kawę wypije w redakcji i taka zaspana wsiadła do auta. Fiat tipo odpalił posłusznie i Anna skierowała auto w stronę dużego skrzyżowania, które musiała pokonać w drodze do pracy.
Osiedle dziennikarki było położone na niewysokim wzgórzu, jechała więc w dół. Na pasie, którym jechała, zapaliło się czerwone światło. Anna nacisnęła hamulec, ale samochód nie zareagował. Z pełnym impetem wjechała na skrzyżowanie, a w jej drzwi uderzył peugeot 3008. Pokaźnych rozmiarów auto. Tipo dziennikarki bokiem przesunęło się kilka metrów i zatrzymało na latarni.
Anna uderzyła głową w kierownicę. Wszystko spowił mrok. Przechodnie i kierowcy wyskakujący z samochodów krzyczeli. Ale ona już tego nie słyszała.

Dodaj komentarz